poniedziałek, 25 maja, 2026

Najbardziej zagadkowa katastrofa kolejowa w Gdańsku

5 maja 1922 roku w Gdańsku doszło do katastrofy kolejowej, której przyczyny do dziś pozostają niewyjaśnione. To jedno z najbardziej zagadkowych wydarzeń w historii miasta. Tamtego wieczoru gdański maszynista, Ernest Barbulla, wsiadł do lokomotywy i ruszył w kierunku mostu nad Martwą Wisłą, ignorując wszelkie sygnały ostrzegawcze. Podróż zakończyła się tragedią – maszynista zginął, wpadając wraz z pojazdem do rzeki. Wypadek ten przez długi czas był tematem ożywionych dyskusji. Mieszkańcy nie potrafili zrozumieć, co skłoniło doświadczonego kolejarza do zignorowania semaforów, a gdańskie media prześcigały się w tworzeniu własnych teorii, donosi portal gdansk-future.eu.

Co wiadomo o katastrofie

Obrotowy most kolejowy nad Martwą Wisłą stanowił kluczowy element stacji rozrządowej kolei portowej. Służył do przeprawiania wagonów na wschodni brzeg rzeki. Jego środkowe, ruchome przęsło, osadzone na centralnym filarze, obracało się, umożliwiając przepływanie statków. Konstrukcja powstała w latach 1905–1911 i została rozebrana w 2016 roku w ramach modernizacji infrastruktury. W jej miejsce powstał nowoczesny, dwutorowy most, który znacznie usprawnił ruch pociągów towarowych do portu.

Zdjęcie pochodzi z serwisu: https://wykop.pl/

W maju 1922 roku Ernest Barbulla pracował jako maszynista lokomotywy manewrowej. Gazeta „Danziger Allgemeine Zeitung” pisała, że 5 maja Barbulla wsiadł do maszyny i skierował się na most. Ignorując czerwone światła semaforów, stale przyspieszał. Minął pierwsze, stałe przęsło, po czym wraz z lokomotywą runął wprost do wody. Ważący 12 ton kolos zatonął w Martwej Wiśle w zaledwie kilka sekund. Uwięziony w kabinie maszynista nie miał szans na ratunek i zginął na miejscu.

Do dziś nie wyjaśniono, dlaczego maszynista zdecydował się wjechać na otwarty tamtego wieczoru most, całkowicie ignorując ostrzeżenia.

Ówczesna prasa huczała od sensacyjnych nagłówków i domysłów. Jedna z gdańskich gazet sugerowała, że przyczyną wypadku była zwykła nieuwaga. Inny tytuł twierdził, że mężczyzna był pod wpływem alkoholu. Żadna z tych teorii nie została jednak oficjalnie potwierdzona, mimo śledztwa prowadzonego przez specjalną komisję policji kryminalnej.

Jak przebiegała akcja wydobywcza

Akcja podnoszenia wraku rozpoczęła się dopiero kilka dni po katastrofie. 10 maja na miejsce przybyli nurkowie, aby przygotować konstrukcję mostu do wydobycia pojazdu. Najpierw próbowano wydostać ciało maszynisty, które przez cały ten czas znajdowało się pod wodą. Okazało się to jednak niemożliwe, ponieważ szczątki Barbulli były mocno zakleszczone w zmiażdżonej kabinie. Dopiero dwa dni później dźwig pływający wyciągnął uszkodzoną lokomotywę na powierzchnię, co przyciągnęło tłumy gapiów.

Widok wydobytej lokomotywy był porażający. Dach kabiny oraz palenisko zostały całkowicie zerwane, a w zniszczonym wnętrzu spoczywało ciało kolejarza. Obecni na miejscu dziennikarze donosili, że prawa ręka maszynisty wciąż spoczywała na dźwigni hamulca, natomiast lewa była wyciągnięta w obronnym geście.

Wstępne oględziny nie wyjaśniły, czy przyczyną wypadku była awaria techniczna. Jedna z gazet informowała, że lokomotywa trafi do Stoczni Gdańskiej w celu naprawy, jednak koszty tego przedsięwzięcia budziły ogromny niepokój. Dla dyrekcji polskich kolei oznaczało to potencjalnie milionowe straty. Debaty o finansowych skutkach katastrofy zepchnęły na dalszy plan pamięć o tragicznej śmierci Ernesta Barbulli. Po kilku tygodniach temat całkowicie zniknął z gdańskich mediów, a tragicznie zmarły maszynista nie doczekał się nawet oficjalnego nekrologu od kolei państwowych.

Mimo to, to tragiczne zdarzenie na stałe zapisało się na kartach historii Gdańska.

Latest Posts

... Copyright © Partial use of materials is allowed in the presence of a hyperlink to us.